• Wpisów: 5
  • Średnio co: 84 dni
  • Ostatni wpis: 193 dni temu, 20:33
  • Licznik odwiedzin: 918 / 505 dni
 
banki
 
Wiem co pomyślicie, ja też jakiś czas temu tak myślałam gdy czytałam rady typu „odłóż pieniądze na fundusz bezpieczeństwa lub czarną godzinę". Też myślałam „przecież przy moich kredytach bankowych i niskich zarobkach to nierealne. Nie ma z czego.

Ale zaczęłam się pomału organizować finansowo i po pierwszym miesiącu, gdy sumiennie prowadziłam budżet, okazało się, że jak się trzymam tego co narzuciłam sobie w budżecie, to przed następną wypłatą zostają mi jakieś, małe bo małe pieniądze.

Pamiętam jak się cieszyłam gdy w końcu udało mi się nie przekroczyć wyznaczonych wydatków. A pieniądze które mi zostały od razu wpłaciłam na osobne konto oszczędnościowe polecone przez Rekina Finansów (zestawienie najlepszych kont oszczednościowych na rekinfinansow.pl/konto-oszczednosciowe/), do którego nie mam karty ,żeby mnie nie kusiło coś wypłacić. Od tamtej pory minęło już wiele miesięcy, a ja nauczyłam się , że zanim się nie spróbuje, nie można mówić nie. Odkąd prowadzę budżet, zauważyłam że jestem bardziej konsekwentna w obchodzeniu się ze swoimi pieniędzmi.

Już nie wydaję ich pod wpływem impulsu, bo coś mi się spodobało. Na początku miesiąca spisuje wszystko na co w danym miesiącu muszę wydać pieniądze.
Planuję na co i ile, i od razu wiem że nie mogę kupić nowej bluzki choć mi się podoba, bo braknie na inne rzeczy które zaplanowałam. Z karty kredytowej zrezygnowałam.

Zawsze staram się odłożyć choć 20 złotych jak nie mogę więcej , bo te , nawet małe pieniądze naprawdę potrafią nas uratować w podbramkowej sytuacji.

Ostatnia awaria mojego samochodu nie wprawiła mnie już w panikę bo miałam odłożone pieniądze.
Pewnie że nie byłam zachwycona że muszę wydać tak mozolnie odkładane pieniądze, ale dzięki nim nie musiałam zaciągać kolejnego kredytu na naprawę samochodu.

A wyobraźcie sobie, że dwa kredyty które jeszcze wtedy miałam, przy prowadzeniu takiego budżetu

też spłacałam bez problemu, bo kłuły mnie w oczy przez cały miesiąc i na pewno nie mogłabym o nich zapomnieć. Choć na logikę biorąc, wydawać by się mogło, że odłożenie na bok tysiąca lub dwóch tysięcy, gdy spłacamy już kredyty to swego rodzaju marnotrawstwo.

Po co trzymać te kwotę na koncie oszczędnościowym oprocentowanym na 2-3% w skali roku, skoro do spłaty czekają kredyty na kilkanaście procent?

To się przecież nie kalkuluje.

Ale te pieniądze nie są przecież na to żeby na nich zarabiać jakiś marny procent, tylko żeby uratować nam „tyłek „w podbramkowej sytuacji. Kredyt w banku wydaje się być ostatecznością teraz dla mnie.

Nie możesz dodać komentarza.